Czego tak naprawdę chce Google

Larry Page już jako dziecko marzył aby wymyślić coś niezwykłego, co zmieni świat. Owocem jego marzenia jest Google, firma obsługująca dziennie miliardy ludzi z całego globu.

Nazwa najpopularniejszej wyszukiwarki na świecie pochodzi do angielskiego słowa googol oznaczającą liczbę dziesięć podniesioną do setnej potęgi. Podkreśla to, główny cel amerykańskiego giganta, jakim jest uporządkowanie pozornie nieskończonych zasobów w Internecie.

Momentem krytycznym w rozwoju Google był rok 1998. Firma odniosła bajeczny sukces i stanęła w obliczu problemu, który pogrążył szereg witryn internetowych, a mianowicie jak na tym zarobić. Nikt przecież nie będzie płacił za wyszukiwarkę. Z drugiej strony Page i Brian opierali się uwzględnianiu reklam w wynikach wyszukiwania, ponieważ zniszczyłoby to obiektywizm charakteryzujący Google. Wiedzieli jednak, że nie mogą bez końca żyć z hojności przedsiębiorców. Pod koniec 2000 roku postanowili wprowadzić małe reklamy tekstowe w wynikach wyszukiwania. Takie rozwiązanie wymagało od twórców małych odstępstw od głoszonych ideałów. Ponieważ reklamodawcy płacili za ilość kliknięć, przychody firmy gwałtownie wzrosły.

Google, które swoje serwery na początku istnienia miała w akademiku, stała się jedną z największych korporacji na świecie. Z wielkim prawdopodobieństwem od jej kierunku rozwoju zależeć będzie dalszy rozwój naszej cywilizacji.

Jaką misję ma Google i jak realizacja tego planu wpłynie na nasze życie?

Misja

Cała mądrość ludzkości na wyciągnięcie ręki

Głównym celem Google jest zaindeksowanie całego zasobu ludzkiej wiedzy i informacji. Nie chodzi tu tylko o informacje znajdujące się w Internecie, ale całą ludzką wiedzę od zarania naszego gatunku. Według wyliczeń Google misja ta zajmie mniej więcej 300 lat.

Główną inicjatywą, która ma pozwolić Google umieścić całą dostępną wiedzę w Internecie jest „Lot na Księżyc”. Jej zadaniem jest zeskanowanie wszystkich książek, które kiedykolwiek zostały wydane oraz udostępnienie w sieci tekstów w taki sposób, aby można je było przeszukiwać online.

Od 2003 roku w Googleplexie za pomocą stereoskopowych kamer podczerwonych, które automatycznie korygują załamania i wszelkie zniekształcenia tekstu powstające na skanie, zaczęto przenosić wszelkie możliwe książki do cyfrowego świata, łamiąc niekiedy prawa autorskie.

W taki oto sposób zainicjowano tworzenie wielkiego katalogu, w którym znajdować się będą miliony niedostępnych dotąd tomów. Każda osoba, bogata czy biedna, z miast czy ze wsi, z kraju wysokorozwiniętego, czy z Trzeciego Świata, będzie mogła odnaleźć dowolną frazę i to całkowicie za darmo.

Zanim jednak ta wizja się ziści musi minąć jeszcze setki lat. Bliższym celem dla Google jest stworzenie „idealnej wyszukiwarki”, która zrozumiałaby czego potrzebujesz i zwróciła dokładnie to, czego chcesz.

Wyszukiwarka doskonała

Google uważa, że stajemy się bardziej produktywni jako myśliciele, kiedy mamy dostęp do większej ilości informacji oraz im szybciej jesteśmy wstanie dotrzeć do tego co jest nam potrzebne w danej chwili. Nacisk jaki potentat z Doliny Krzemowej kładzie na wydajność wymiany informacji stał się obecnie podstawą rozwoju intelektualnego.

Według Google wydajność wzrasta, kiedy dostajemy informacje jak najbardziej spersonalizowane. Dlatego silnik wyszukiwarki został tak zaprojektowany, aby wraz z rozrastaniem się sieci przynosił coraz lepsze rezultaty. Im więcej stron i linków indeksuje Google, tym trafniej klasyfikuje strony i określa ich jakoś. Co więcej im ruch się wzmaga, Google gromadzi więcej danych o użytkownikach, co pozwala zwracać jeszcze lepsze wyniki wyszukiwania i wyświetlać reklamy odpowiadające w jeszcze większym stopniu potrzebom i pragnieniom użytkownika.

Wraz z rozwojem Facebooka czy Twittera kładzie się jeszcze większy nacisk na wydajność wymiany informacji. Głównym zadaniem portali społecznościowych jest dostarczenie milionom użytkowników nieustannie aktualizowanego strumienia informacji. Nowy sposób komunikowania się za pomocą, krótkich wiadomości tekstowych, spowodował wzrost znaczenia natychmiastowości. Informacja opublikowania przez naszego przyjaciela dezaktualizuje się w chwili jej pojawienia. Aby być na bieżąco trzeba cały czas kontrolować strumień informacji i wyłapywać wiadomości od razu w trakcie ich ogłoszenia.

Google, aby nie pozostać z tyłu konkurencji nadała priorytet w wynikach wyszukiwania stronom, które są często aktualizowane. Wyszukiwarka sprawdza najpopularniejsze strony pod kontem aktualizacji, co kilka sekund, a nie dni jak jeszcze kilka lat temu. Jak na ironię wydajność wymiany informacji, która stała się podstawą rozwoju intelektualnego w Internecie, w czasach portali społecznościowych przyczyniła się do wypaczenia wyników wyszukiwania na korzyść nowości, degradując kwestie jakościowe.

Jest to niebezpieczny trend, który może w przyszłości spowodować promowanie treści bez wartości, co przyczyni się do degradacji życia intelektualnego w Internecie.

A czego tak naprawdę chce Google?

Terabajty danych behawioralnych

Nieustannie doskonalone algorytmy dostarczają nam coraz bardziej spersonalizowanych wyników wyszukiwania. Zdawałoby się, że to wielki plus, lecz w większości przypadków jest to przekleństwo. Google wiedząc jakie są nasze upodobania proponuje nam w wynikach wyszukiwania więcej artykułów, filmów lub muzyki odpowiadająca naszym gustom. Ciekawe dla nas treści silniej angażują naszą uwagę, przez co wzrasta nasza aktywność w sieci. Każde dodatkowe kliknięcie sprawia, że jesteśmy bardziej rozproszeni i nieproduktywni.

Ale przejdźmy do bardziej ciekawej sprawy.

Choć wygląd stron Google wydaje się bardzo prosty i minimalistyczny, każdy element jest owocem dogłębnych badań statystycznych i psychologicznych. Za pomocą testów A/B Google bezustannie wprowadza drobne zmiany w tym, jak wyglądają i działają strony firmowe.  Testy polegają na pokazaniu różnych drobnych zmian wielu grupom użytkowników, a następnie porównanie jak zmiany te wpłynęły na zachowania użytkowników: jak długo pozostają na stronie, w jaki sposób przesuwają kursorem po ekranie, co klikają, a czego nie, gdzie kierują się następnie.

Oprócz zautomatyzowanych testów online, przeprowadzane są także testy z udziałem ochotników, które polegają między innymi na śledzeniu ruchów gałek ocznych albo badaniu różnych reakcji psychologicznych. Badacze pracujący w Google zauważyli, że internauci oceniają treść strony tak szybko, że większość decyzji podejmują nieświadomie. Dlatego śledzenie ruchów gałek ocznych użytkowników jest drugą w kolejności najlepszą metodą badania preferencji użytkowników zaraz po czytaniu myśli.

Jeszcze raz zaznaczę: Większość decyzji w Internecie podejmujemy nieświadomie. Oznacza to, że więcej do powiedzenia w kwestii naszych reakcji w sieci ma Google kierujące naszą nieświadomością za pomocą specjalnie zaprojektowanych do tego stron, niż my sami. Dlatego nasza wolność w Internecie jest przereklamowanym sloganem.

Iren Au, dyrektor do spraw doświadczeń użytkowników powiedział: „Naszym celem jest jak najszybsze wprowadzenie użytkowników w dane miejsce i wyprowadzenie ich z stamtąd. Wszystkie nasze decyzje w kwestii wyglądu są podporządkowane tej strategii„. To właśnie jest główny cel Google. Firma czerpiąc terabajty danych behawioralnych z naszej aktywności w sieci, nieustannie doskonaleni algorytmy wyszukiwania oraz wygląd stron firmowych sprzyjającemu jak najszybszemu przemieszczaniu się od jednej informacji do drugiej.

Im szybciej serfujemy po sieci tym więcej oglądamy stron i klikamy linków. Tym samym Google zyskuje więcej okazji do zbierania informacji o nas oraz do wyświetlania nam większej ilości reklam, co generuje coraz większy zysk dla Google. System reklamowy został tak zaprojektowany, aby wychwytywać, które wiadomości najbardziej przykuwają naszą uwagę, a następnie umieścić je w naszym polu widzenia. Każde kliknięcie rozprasza nas, a w finansowym interesie Google jest abyśmy klikali jak najczęściej. Dogłębne przeanalizowanie i przeczytanie informacji jest ostatnią rzeczą jaką chce Google.

Wniosek jest taki, że dużo przeczytamy za pomocą Internetu, ale praktycznie niczego nie poddamy głębszej refleksji, nie mówiąc już o zapamiętaniu czegokolwiek.

Dlaczego darmowe usługi się opłacają

Większość serwisów oferowanych przez Google nie jest rentowna. Analitycy szacują, że na przykład serwis YouTube, który Google kupiło za 1,65 miliarda dolarów w 2006 roku stracił na wartości około 500 milionów dolarów w 2009 roku.

Darmowe usługi takie jak Gmail, Google Drive, czy YouTube zwiększają skalę wykorzystania globalnej sieci. Ludzie mając możliwość załatwienia wszystkich swoich spraw poprzez Internet, więcej czasu spędzą przed monitorem, a dla Google jest to okazja do zarobienia większej sumy pieniędzy oraz pozyskania dodatkowych informacji o użytkownikach. To tłumaczy dlaczego Google zgadza się ponosić koszty związane z nierentownymi usługami.

Całkiem naturalne jest, że firma Page i Briana oferuje bezpłatne narzędzia. To się porostu opłaca. Gdyby bowiem hot dog był darmowy, sprzedaż musztardy gwałtownie by wzrosła. A tą musztardą są reklamy wyświetlane w wyszukiwarce.

Jaką bibliotekę tworzy Google?

Google skanując wszystkie książki, które kiedykolwiek zostały wydane, oraz udostępnienie w sieci tekstów w taki sposób, aby można je było przeszukiwać online stworzy największą bibliotekę jaką kiedykolwiek widział świat. Daje to możliwość przejrzenia książki w kilka sekund i dotarcie do interesującej nas informacji. Jest to bardzo przydatne narzędzie, otwierające nieznane dotąd możliwości.

Jednak w przeniesieniu papierowych stron do Internetu tkwi niebezpieczeństwo. Dzięki polityce jaką prowadzi Google staje się jasne, że firma z Krzemowej Doliny prawdziwą wartość książki nie widzi w literackim kunszcie, ale danych, które można przetworzyć. Bibliotekę jaką chce stworzyć Google, to nie biblioteka z książkami. To biblioteka z urywkami książek.

Tomy, które można przeszukać online, zostały tak naprawdę podzielona na kawałki. Spójność tekstu oraz linearność zawartego w nich wywodu lub narracji zostały zatracona. To, co kiedyś w starożytności zszywano dzisiaj zostaje rozprute. Google skanując książki podnosi wydajność czytania, ale jak na ironię przekreśla wydajność, która towarzyszyła głębokiej lekturze. Aktualnie jesteśmy zwolnieni z wysiłku zagłębienia się w tekst i jego interpretację.

Czytając w krótkim czasie wyrywki z wielu dzieł literackich jesteśmy na pewno bardziej wydajni, ale czy poszatkowana wiedza czyni nas mądrzejszymi? Bardzo głęboko zastanowiłbym się nad tym pytaniem.

Co z tego wszystkiego wynika?

Oczywiście nie ma co demonizować Google, ponieważ jej popularność i dochodowość jest w pełni zasłużona. Codziennie pomaga ludziom przedzierać się przez miliardy stron internetowych. Bez Google Internet już dawno stałby się cyfrową wieżą Babel, w której panowałby chaos.

Ekspansja Google nie wynika jedynie z chęci z zysku, ale także z misji niesienia informacji. Prawidłowo użyta wyszukiwarka daje nam ogromne możliwości rozwoju. Jednak jeśli nie będziemy świadomi zagrożeń jakie niesie ze sobą korzystanie z Internetu, będziemy nieświadomie realizować plan zaimplementowanych algorytmów.

Za każdym altruistycznym czynem Google kryją się pobudki czysto komercyjne:

  1. Zaindeksowanie przez Google całego zasobu ludzkiej wiedzy i informacji sprawi, że będziemy mogli za darmo i niezwykle wydajnie znaleźć interesującą nas rzecz. Kiedy ten cel zostanie osiągnięty, to z każdym problemem będziemy zwracać się do wyszukiwarki, a Google będzie obsługiwało wszystkich ludzi na ziemi z łączem internetowym.
  2. Google poprzez zbieranie danych o aktywności użytkowników w sieci jest wstanie cały czas poprawiać swoje algorytmy, a doskonalsza wyszukiwarka będzie zwracała trafniejsze wyniki. Niestety Google wiedząc więcej o naszych upodobaniach, wyświetla nam treści silniej angażujące naszą uwagę. Sprzyja to pobieżnemu zapoznawaniu się z informacjami oraz zniechęca do głębszego i dłuższego zanurzenia się w pojedyncze wywody, koncepcje i narracje.
  3. Google poprzez swoje usługi pomaga nam szybciej i wydajniej wykonywać codzienne obowiązki. Jednocześnie zwiększa skalę wykorzystania Internetu, co przekłada się na więcej spędzonego czasu przed monitorem i większego dochodu z reklam.

Otwierając przeglądarkę internetową wchodzimy do środowiska, które jest zaprogramowane, aby…

…nas rozpraszać.

…zniechęcać do czytania dłuższych treści.

…odciągać od pracy.

…generować jak największą ilość kliknięć.

…wyrabiać złe nawyki.

Musisz nauczyć się korzystać z Internetu i być świadomym zagrożeń jakie niesie, aby w pełni wykorzystać jego moc. Tylko wtedy będziemy wstanie chronić swoje interesy wchodząc w cyfrowy świat.

Rozwój wszechstronnego umysłu wymaga umiejętności znajdowania i szybkiej analizy dużej ilości informacji, jak i zdolności spokojnej refleksji. Wymaga to podziału pracy na dwa etapy: Wydajnego gromadzenia danych oraz na spokojną syntezę informacji.

Zrozumienie tego problemu jest fundamentem osiągnięcia sukcesu w XXI wieku, gdzie najcenniejszym zasobem stała się informacja.


Artykuł napisany na podstawie:

[1] Nicholas Carr – Płytki umysł. Jak Internet wpływa na nasz mózg