O boskiej (nie)sprawiedliwości…

42 najbogatszych ludzi na świecie rozporządza większym majątkiem niż najbiedniejsze 3,7 miliarda osób. 1% ludzkości posiada 47% bogactw na ziemi, a 10% najzamożniejszych dysponuje 85% ziemskiego dobrobytu.

Powyższe statystyki prowadzą do jednego wniosku – świat jest niesprawiedliwy. Tak ogromnych dysproporcji w dystrybucji bogactwa nie można tłumaczyć kapitalistycznymi poglądami, w których jednostki bardziej inteligentne i produktywne zdobywają więcej zasobów. Oczywiście osoby lepiej przystosowane do wolnorynkowej gospodarki, niezależnie czy oznacza to spryt, przebiegłość, inteligencje lub pracowitość, powinny dysponować większą ilością kapitału. Jednak gdybyście mogli według własnego uznania rozdzielić całe ziemskie bogactwo na wszystkich ludzi, to na pewno nie uznalibyście za najlepszy pomysł rozdania wszystkim po równo. Taki podział krzywdziłby osoby ambitne. Z drugiej strony, jako ludzie rozsądni na pewno odrzucilibyście drugą skrajność tego problemu, czyli rozdania połowy bogactwa 1% populacji. Zastanówcie się, jakimi boskimi mocami musiałby wykazać się 42 najbogatsze osoby na świecie, abyście bez żadnych wątpliwości przydzielili im taki sam majątek jaki aktualnie posiadają.

Skąd więc istnieją tak ogromne dysproporcje bogactwa, których nie sposób wytłumaczyć tylko i wyłącznie indywidualnymi wartościami pojedynczych jednostek?

Ponad 2000 lat temu mechanizm powstawania nierówności objawił nam sam Bóg.  W być może najokrutniejszej wypowiedzi Jezusa Chrystusa przekazana jest brutalna prawda o świecie:

Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma.Jezus Chrystus

Okrutne życie

Przez tysiąclecia ludzkość przyglądała się własnemu zachowaniu. Poczynione obserwacje ujawniły uniwersalne prawa zawarte w Biblii – fundamentalnym dokumencie zachodniej cywilizacji. Jej dokładna analiza odkrywa przed nami prawdy funkcjonowania świata. Aby je zgłębić przeanalizujmy opisaną na kartach Nowego Testamentu przypowieść o talentach.

Podobnie też [jest] jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał.
Mt 25,14-15

Pan nie symbolizuje dobrego i miłosiernego Boga, który obdarowuje wszystkich po równo. W przypowieści bliżej mu do faworyzującej najlepszych Matki Natury. Od samego początku jesteśmy świadkami selekcji. Słudzy dostają majątek według zdolności. Możliwe, że zróżnicowane zdolności sług wynikały z odmiennego nakładu pracy włożonego we własne doskonalenie. Równie dobrze mogła to być zasługa tylko i wyłącznie cech nabytych od urodzenia. Warto zwrócić uwagę, że w przypowieści to Pan decyduje komu ile dać. Słudzy nie maja nic do powiedzenia, i nie mogą wnosić zastrzeżeń. Podobnie jest w życiu – nie kontrolujemy tego gdzie się urodzimy, czy zyskamy ponadprzeciętną inteligencje i unikalne zdolności. Niestety, to właśnie na podstawie wewnętrznych zasobów, możliwości ich wykorzystania oraz włożonego wysiłku życie wynagradza nas lub kara. 

Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obieg i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa [otrzymał]; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana.
Mt 25,16-18

Dwaj pierwsi słudzy działali nie martwiąc się o jutro. Prawdopodobnie osiągnięcie stuprocentowego zysku wymagało od nich odwagi, mądrości, ponadprzeciętnych zdolności i ciężkiej pracy. Trzeci sługa natomiast postąpił bardzo po ludzku, czyli ograniczył się do niezbędnego minimum potrzebnego do wygodnego i bezpiecznego życia. Wycofał się z rywalizacji. Jak się później przekonamy świat oparty na współzawodnictwie nie toleruje takiej postawy i kwalifikuje ją jako najcięższy z grzechów. Jeśli wszystko w koło nieustanie dynamicznie się zmienia, a Ty nie działasz, to znaczy, że się cofasz.

Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: “Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem”. Rzekł mu pan: “Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: “Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem”. Rzekł mu pan: “Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!
Mt 25,19-23

Dwaj pierwsi słudzy pomnożyli powierzony majątek proporcjonalne do posiadanych zdolności i otrzymanych talentów. Jak widać życie wynagradza działanie i rozwój zakończone pozytywnym rezultatem. Możliwe, że wierność w rzeczach niewielu symbolizuje kilka zasad myślenia i postępowania prowadzących do sukcesu. Świat cały czas nas ocenia. Jeśli nasze czyny są słuszne doczekamy się sowitej nagrody. Kiedy pomnażamy to czym obdarzyło nas życie, to znak, że postępujemy właściwie.

Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: “Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!” Odrzekł mu pan jego: “Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów
Mt 25,24-30

W niektórych interpretacjach przypowieści o talentach człowieka rozdającego własny majątek utożsamia się z Bogiem, którego fałszywe wyobrażenie nosił w swoim sercu trzeci sługa co powstrzymywało go przed właściwym działaniem. Jednak gdyby sługa nosił w sercu fałszywy obraz Pana, nie zostałby wyrzucony w ciemność. Pan, nakładając wyrok potwierdził to, co myślał o nim jego sługa. Co ciekawe Pan sługi wykazuje jego niespójność w działaniu. Skoro wiedział, że jest twardy, to dlaczego nie oddał pieniędzy bankierom na procent. Ostatecznie sługa przeliczył się sądząc, że wyrówna rachunki zwróciwszy to co otrzymał.

Pan symbolizujący Matkę Naturę tak jak i ona jest twardy, niewyrozumiały i surowy. Karze nie tylko za błędy, ale również za brak postępów. Od życia nie można oczekiwać zrozumienia dla własnych słabości. Dlatego słabemu i niezaradnemu słudze odbiera się to, co dostał a następnie eliminuje i przekazuje dobra osobie bardziej dostosowanej do powierzonego zadania. W ten sposób natura egzekwuje własne prawo dążenia do doskonałości.

Surowe i niewyrozumiałe oblicze Pana nie jest złem. To po prostu naturalny i konieczny impuls do rozwoju. Nikt nie oskarża doboru naturalnego o brak współczucia. Tak ten świat jest skonstruowany i rządzi się takimi, a nie innymi prawami. Człowiek jedynie może miłosierną postawą starać się choć trochę przeciwdziałać surowości świata, gdzie słabsze jednostki sobie nie radzą.

Co najbardziej uderzające w biblijnej historii Pan tak jak świat dba o swój własny interes. W przypowieści interesem Pana jest powiększenie bogactwa, tak jak interesem świata jest nieustanny rozwój. Z tego względu Pan zamiast każdemu dać równe szanse z taką samą ilością talentów, rozsądnie podzielił majątek i rozdał według zdolności, maksymalizując tym samym własne szanse zysku i minimalizując prawdopodobieństwo straty. Sługi przynoszące zysk wynagradza, a jednostki nie dostarczające zysków karze. Takim mechanizmem działania, czy to akceptujemy czy nie kieruje się natura i ludzkie społeczeństwa. Potwierdzają to nieustannie powiększające się rozwarstwienia w otaczającej nas rzeczywistości. Najbardziej widocznym przykładem postępującego podziału na świecie jest sytuacja, gdzie bogaci stają się coraz bogatsi, a biedni stają się coraz biedniejsi.

Wszechobecne nierówności

Pod koniec XIX wieku włoski ekonomista Vilfredo Pareto na nowo odkrył biblijną mądrość. Włoch przebywając w ogrodzie dokonał ciekawego odkrycia – niewielka ilość strąków grochu rosnąca w jego ogródku dostarczała większość plonów. Poczyniona obserwacja wprawiła w ruch jego matematyczny umysł i nasunęła bardzo wnikliwe pytanie: “Czy możliwym jest, że nierównomierna dystrybucja występuje również w innych obszarach życia?”

Studiując rozkład bogactwa w różnych krajach, ku swojemu zdziwieniu Pareto, odkrył korelację zaobserwowaną we własnym ogrodzie – większość zasobów kontrolowała mniejszość. Analizując dystrybucję bogactwa w ojczyźnie, stwierdził że około 80% ziemi we Włoszech było własnością tylko 20% ludności. Po zapoznaniu się z brytyjskimi zapisami podatku dochodowego, zauważył, że około 30% ludności Wielkiej Brytanii zarabiało około 70% całkowitego dochodu. Kontynuując badania Pareto doszedł do wniosku, że liczby nigdy nie są jednakowe, ale trend był niezwykle spójny. Większość nagród zawsze przysługiwała niewielkiemu odsetkowi ludzi. Dzisiaj w szerszym obiegu idea, która głosi, że niewielka liczba rzeczy odpowiada za większość wyników, znana jest jako Zasada Pareto lub Zasadą 80/20.

Gdy świat poznał zasadę Pareto, zaczęto dostrzegać występujące nierówności w praktycznie każdej dziedzinie, gdzie występuje rywalizacja, a rezultaty zależą od kreatywności i produktywności:

  • W 2018 roku 1% ludności kontrolowało 47% światowego bogactwa.
  • Pierwiastek z liczby zatrudnionych osób równa się liczbie pracowników, których praca odpowiedzialna jest za około 50% dochodów firmy. Na przykład jeśli w przedsiębiorstwie zatrudnionych jest 10 000 osób, to 100 pracowników produkuje połowę dochodów. Natomiast w 1000 osobowej firmie za 50% przychód odpowiada 31 pracowników.
  • Grupka autorów sprzedaje większość książek. W USA co roku sprzedaje się półtora miliona różnych tytułów, jednak tylko 500 pozycji rozchodzi się w większym nakładzie niż 100 000 kopii.
  • Niewielki odsetek muzyków tworzy niemal wszystkie nagrywane komercyjne utwory i płyty.
  • Ledwie 4 kompozytorów muzyki klasycznej (Bach, Beetoven, Mozart i Czajkowski) skomponowało większość utworów wykonywanych przez współczesne orkiestry.
  • W dwudziestu jeden finałach piłkarskich mistrzostw świata wystąpiły 83 reprezentacje narodowe z czego tylko sześć krajów – Brazylia, Niemcy, Włochy, Argentyna, Francja i Urugwaj – wygrało łącznie 19 z 21 pucharów świata.
  • W zorganizowanych do tej pory dziewięćdziesięciu Mistrzostwach Polski w piłce nożnej wzięło udział 83 kluby z czego tylko cztery – Ruch Chorzów, Górnik Zabrze, Wisła Kraków i Legia Warszawa – wygrały łącznie 54 mistrzosta.
  • W 2016 roku wyszukiwarka Google otrzymała 64 procent z pośród wszystkich zapytań użytkowników sieci.
  • Ogromna liczba użytkowników odwiedza kilka wybranych serwisów jak np. wyszukiwarka Google, YouTube, portal społecznościowy Facebook, Wikipedia, czy sklep internetowy Amazone.

Dlaczego tak się dzieje? Co sprawia, że niewielka liczba osób, zespołów i organizacji zgarnia większość nagród? Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy zastanowić się jaki mechanizm odpowiada za nieustanne powiększanie się nierówności.

Niesprawiedliwa przewaga

Efekt św. Mateusza – nazywany inaczej “efektem skumulowanej przewagi” zjawisko obserwowalne w wielu aspektach życia i dziedzinach aktywności człowieka, odpowiedzialne za powstawanie nierównomiernej dystrybucji zasobów. Czasami podsumowuje się je stwierdzeniem “bogaci stają się coraz bogatsi, a biedni coraz bardziej ubodzy” lub “sukces rodzi sukces, a porażka kolejne niepowodzenia”. Ta ogólna zasada socjologiczna ma zastosowanie wszędzie tam, gdzie rezultaty zależą od kreatywności i produktywności. Efekt ten można zaobserwować między innymi w kwestii sławy, statusu społecznego, czy dystrybucji kapitału ekonomicznego. Nazwa pochodzi z przypowieści o talentach zawartej w Ewangelii św. Mateusza.

Bogatemu to nawet byk się ocieli.
polskie przysłowie

W Amazonii rośnie 16 tysięcy gatunków drzew. Jednak 50% wszystkich drzew w amazońskim lesie reprezentuje jedynie 227 gatunków czyli 1,4% ogólnej ich liczby. Okazuje się więc, że podstawą jednego z najbogatszych i najbardziej zróżnicowanych ekosystemów na Ziemi, jest bardzo niewielki zestaw gatunków. Gatunki te, stanowiące podstawę flory Amazonii, naukowcy określili mianem “hiperdominanty”.

Dlaczego tylko niewielki procent gatunków drzew zdominował amazoński las?

W celu znalezienia odpowiedzi na powyższe pytanie, przeprowadźmy eksperyment myślowy. Dla uproszczenia wyeliminujmy czynniki losowe (zwierzęta, pasożyty, choroby, kataklizmy itp.) i skupmy się wyłącznie na indywidualnych cechach roślin. Wyobraźmy sobie dwie rośliny rosnące obok siebie. Codziennie konkurują o światło słoneczne i składniki odżywcze w glebie. Jeśli jedna roślina rośnie nieco szybciej niż druga, to szybciej pnie się w górę, przez co pochłania więcej światła słonecznego i absorbuje większą ilość deszczu. Następnego dnia dodatkowa energia uzyskania dzięki minimalnie szybszemu procesowi wzrostu, pozwoli roślinie rozwijać się jeszcze szybciej. Proces ten trwa aż do momentu, gdy silniejsza roślina zdominuje konkurenta w walce o zasoby, zabierając większość światła słonecznego i składników odżywczych w glebie.

Zwycięska roślina uzyska lepszą zdolność do rozsiewania nasion i reprodukcji, co daje gatunkowi korzystniejsze warunki do ekspansji w następnym pokoleniu. Proces ten powtarza się wielokrotnie, aż do momentu, kiedy rośliny nieco lepsze od konkurencji zdominują cały las.

Naukowcy nazywają ten efekt “skumulowaną przewagą”. Mała przewaga, z początku zdawałoby się nic nieznacząca, z czasem staje się coraz większa. Jeden gatunek rośliny potrzebuje tylko niewielkiej przewagi na początku, aby wyprzeć konkurencję i przejąć cały las.

Zobaczmy teraz jak efekt “skumulowanej przewagi” wpływa na wyniki w ludzkich dziedzinach. Zacznijmy od sportu.

Elitę kanadyjskiego hokeja stanową w 40% gracze urodzeni w pierwszym kwartale (styczeń-marzec). Dla porównania tylko 10% najlepszych zawodników urodziło się między październikiem a grudniem. Tak dużą dysproporcję wybitnych graczy urodzonych w poszczególnych miesiącach można prosto wytłumaczyć. Chłopcy urodzeni na początku roku są więksi, silniejsi i posiadają lepiej skoordynowane ruchy, przez co uznaje się ich za “zdolniejszych” od reszty. Dzięki temu dostają się pod opiekę lepszych nauczycieli, grają z lepszymi zawodnikami i rozgrywają więcej meczów w ciągu roku. Nabierają większego doświadczenia i przewaga nad resztą stopniowo się powiększa. A wszystko dlatego, że było się większym i starszym od kolegów.

Kolejnym przykładem działania efektu św. Mateusza jest oświata.

Pięciolatki urodzone pod koniec roku mają trudności w nadążeniu za starszymi o kilka miesięcy kolegami. Mogłoby się wydawać, że tak niewielka różnica zniknie na przestrzeni kilkunastu lat edukacji. Tak jednak nie jest. Dzieci od początku swojej szkolnej drogi wpadają w ramy “zdolnego” lub ‘niezdolnego’ ucznia. Młodzi uczniowie uchodzący za bardziej bystrych są motywowani do dalszej pilnej nauki pozytywnymi bodźcami wysyłanymi przez nauczycieli i tym samym osiągają lepsze wyniki. Natomiast mniej “zdolne” dzieci zniechęcają się do nauki i pod wpływem nawarstwiania się tego efektu w czasie, nie dostają się na wyższą uczelnie lub kończą słabe kierunki studiów. Powyższe przykłady nie tylko pokazują, jak korzyści z niewielkiej przewagi nad rówieśnikami powiększają się z upływem czasu, ale również niesprawiedliwość owej początkowej korzyści. Gwiazda ligi hokejowej i profesor uniwersytetu, rodzący się na początku roku, mieli więcej szczęścia od innych. Z uprzywilejowanej pozycji walka z równie utalentowanymi rówieśnikami stawała się łatwiejsza. Kiedy odnosili kolejne sukcesy, otwierały się przed nimi nowe możliwości owocujące dalszymi sukcesami. W społeczeństwie opartym na rywalizacji najzdolniejsi uczniowie trafiają do najlepszych nauczycieli, a najwięksi i najsilniejsi 10-latkowie trenują pod okiem najlepszych specjalistów. Dzięki lepszym możliwościom dysproporcje jeszcze bardziej się powiększają, co z czasem kumuluje się do tego stopnia, że osoba zaczyna odstawać od przeciętnej w danej dziedzinie.

Wizualizacja efektu skumulowanej przewagi: Zaczynając od małych kółek mających początkowo podobną średnicę (wizualizacja po lewej/rzut), wraz z upływem czasu różnice w wielkości stają się coraz bardziej widoczne (środkowa wizualizacja), aby ostatecznie osiągnąć ogromne dysproporcje (wizualizacja po prawej). Początkowo granatowe koło posiada średnice równą 5, niebieskie 4, a jasnoniebieskie 3 (lewo/rzut). Zakładając proporcjonalny wzrost średnic poszczególnych kół, to po pierwszym kroku ich rozmiary powiększą się do 25, 16 i 9 (środek). Kontynuując proces w tym samym tempie, po drugim kroku rozmiary kół osiągną wielkość równa 625, 256 i 81 (prawo). Gdybyśmy dalej obserwowali przedstawiony przebieg, to różnica w wielkości poszczególnych kół byłaby tak olbrzymia, że aż trudna do zobrazowania.
Pola kół mogą obrazować bogactwo, status społeczny, czy sławę. Graficzne przedstawienie efektu skumulowanej przewagi ukazuje jak z początku mała przewaga z czasem przekształca się w ogromną dysproporcje.

W celu uświadomienia sobie skali zjawiska przygotowałem jeszcze kilka przykładów występowania efektu św. Mateusza:

  • Zjawisko głodu przednówkowego: “Dolegliwość przednówka i czas jego trwania były uzależnione od majętności, zaradności inteligencji i szczęścia rolników. Ci, którzy sobie lepiej radzili mieli większe zbiory w poprzednim roku, i dlatego w okresie poprzedzającym zbiory, który wypada w naszej strefie klimatycznej w okolicy przedwiośnia i wiosny, mieli wystarczająco dużo zapasów by wyżywić siebie i swoje rodziny. Z kolei dla radzących sobie gorzej był to okres wymuszonego postu, podczas którego spożywano wszystko, co było do zjedzenia, łącznie z żywnością nadpsutą, czy też takimi roślinami, których w normalnej diecie nie stosowano (np. różnego rodzaju chwasty). Jeszcze mniej zaradnych rolników sytuacja zmuszała do zaciągania pożyczek u tych najbardziej zaradnych w pieniądzu lub żywności. Potem te, ratujące im życie, pożyczki musieli zwracać. Zakładając nawet, że w danym roku wszyscy mieli takie same zbiory, to i tak kończyło się to tym, że zbiory zaradniejszych były powiększone o zwrócone pożyczki, a tych najmniej zaradnych właśnie o nie uszczuplone.” [16]
  • Prawo Dulbecco: w wielu przypadkach blichtr i nagrody (takie jak nagroda Nobla) przyznawane są nie naukowcowi, który pierwszy dokonał odkrycia, ale temu bardziej znanemu i rozpoznawalnemu. Jednym z takich przykładów jest model dysku Poincaré i półpłaszczyznowy model przestrzeni hiperbolicznej Poincaré, które zawdzięczają swoją nazwę sławnemu francuskiemu uczonemu Henremu Poincaré. Jednak owe pojęcia zostały wprowadzone do świata nauki już wcześniej w 1868 roku przez Eugenio Beltrami. Kiedy Beltrami opublikował swoje odkrycia francuski uczony miał zaledwie 14 lat i nie mógł przyczynić się do rozwoju geometrii hiperbolicznej. 
  • Znani naukowcy częściej dostają wysokie granty na badania naukowe: Granty na pokaźne sumy pieniędzy przyznawane są na podstawie opinii powoływanych ekspertów, podejmujących decyzję w oparciu o dotychczasowe sukcesy kandydata. Dlatego pracownicy akademiccy z dużym dorobkiem naukowym mają łatwiejszy dostęp do funduszy i innych niezbędnych do rozwoju środków, dzięki którym osiągają szybsze i lepsze efekty badań.
  • Aktywność konsumencka podąża za popularnością: jeśli książka, muzyka lub film zyska popularność, to będzie częściej wybierana (ściągana) przez konsumentów. Informowanie klientów o zakupach dokonywanych przez innych użytkowników sklepu znacząco oddziałuje na ich wybory. Wpływ społeczny często sprawia, że popularne produkty stają się coraz popularniejsze. Zjawisko to odnosi się do muzyki, filmów, książek, elektroniki czy innego rodzaju produktów.
    Na przełomie 2004 i 2005 Duncan Watts przeprowadził eksperyment badający wpływ efektu św. Mateusza na wybory konsumenckie. Wyemitował kampanię reklamową zachęcającą do wejścia na stronę internetową z możliwością ściągnięcia i oceny 48 nieznanych utworów muzycznych. Osoby reagujące na reklamę przydzielono do dwóch grup. W pierwszej grupie kontrolnej osoby odwiedzające stronę widziały tylko tytuł i nazwę wykonawcy. Decyzję o tym czy ściągnąć utwór podejmowano wyłącznie na podstawie gustu muzycznego. Druga grupa oprócz informacji o wykonawcy i tytule, miała również wiedzę ile razy poszczególne piosenki były pobierane na dysk przez osoby odwiedzające stronę. Eksperyment wykazał, że ludzie częściej wybierali utwory wcześniej już ściągane przez poprzedników. Wybory podejmowane przez uczestników badania nie korelowały z jakością piosenek. Utwór, który w drugiej grupie zajął pierwsze miejsce, w grupie kontrolnej uplasował się na miejscu czterdziestym. Wyniki eksperymentu i działania efektu św. Mateusza w kwestii wyborów konsumenckich tłumaczy posiadanie zbyt wielu możliwości wyboru w nowoczesnym społeczeństwie. Jednostki zagubione w mnogości posiadanych opcji kierują się wyborami innych.
  • Popularność stron internetowych i wielkość grup społecznych: Naukowcy Barbasi i Albert wykazali, że szansa pozyskania nowych połączeń jest wprost proporcjonalna do wielkości danego węzła w sieci społecznej. Dlatego im więcej osób należy do danej społeczności (np. użytkownicy portalu społecznościowego, fanpage lub ilość znajomych na Facebooku), tym szybciej społeczność ta będzie się powiększać. Podobnie strony, które posiadają więcej linków przychodzących, zdobywają szybciej kolejne linki referencyjne, w porównaniu do miejsc mało popularnych w Internecie.
  • Intensywny rozwój dużych ośrodków miejskich: Silnie gospodarczo duże aglomeracje miejskie posiadające główne ośrodki akademickie, przyciągają najzdolniejsze jednostki z innych regionów, oraz potencjalnych inwestorów szukających wykwalifikowanej kadry pracowniczej. Pozyskany kapitał ludzki pozyskuje dodatkowy kapitał finansowy, który znów przyciąga do miasta nowe zasoby ludzkie.
  • Częstotliwość występowania słów w mowie oraz popularność języka angielskiego: Prawo Zipfa mówi, że im częściej używane jest jakieś słowo, tym mniej wysiłku wymaga jego ponowne użycie. To wyjaśnia dlaczego 90% komunikacji odbywa się przy użyciu zaledwie 500 słów. Za pomocą efektu św. Mateusza można również wytłumaczyć gwałtowny wzrost popularności języka angielskiego na świecie. Im więcej ludzi posługuje się mową Szekspira, tym bardziej przydatna staje się znajomość angielszczyzny.

Efekt skumulowanej przewagi uświadamia nam jedną ważną rzecz – sukces nie jest prostą funkcją indywidualnych zdolności. Silny charakter, talent, upór i ciężka praca to nie jedyne składniki powodzenia. Świat jest niesprawiedliwy i niektórym osobom na starcie daje więcej niż innym, co przekłada się na ich późniejszy sukces. Czasami zwykłe szczęście odpowiada za spektakularny wynik. Jednak zamiast zaakceptować prawdę wolimy słyszeć mity, na których zarabia nieuczciwa część rynku coachingowego.

Mit kapitalizmu

Publikowane co roku autobiografie miliarderów, przedsiębiorców, celebrytów i autorów prawie zawsze wyjaśniają sukces niezłomnym charakterem, ciężką pracą i talentem. Powodzenie tłumaczone jest jako logiczna konsekwencja wynikająca z posiadanych cech jednostki lub jakości przedmiotu. Najlepiej sprzedająca się książka musi być dobra, bo inaczej ludzie by jej nie kupili. Sławny i bogaty człowiek musi być mądry, bo inaczej nie byłby bogaty. Czy jednak takie zerojedynkowe rozumowanie jest słuszne?

W kwietniu 2013 roku amerykańskie wydawnictwo Little Brown wydało debiutancką powieść “The Cuckoo’s Calling” nieznanego autora o nazwisku Robert Galbraith. Wydawca scharakteryzował pisarza jako byłego śledczego Królewskiej Żandarmerii Wojskowej, który w 2003 roku przeniósł się do sektora bezpieczeństwa cywilnego.

Powieść kryminalna sprzedała się w 1500 egzemplarzach. Niektórzy twierdzą, że była to liczba egzemplarzy wydrukowana w pierwszym wydaniu, podczas gdy rzeczywista sprzedaż wynosła około 500 kopii. Możliwie, że rzeczywiście tak było, ponieważ 90% wydanych książek na świecie nie przekracza kilkuset sprzedanych egzemplarzy.

Co najciekawsze cztery miesiące po pierwszym wydaniu sprzedaż książki wzrosła o 4000 procent. Miało to miejsce po tym jak ujawiono, że Robert Galbraith to pseudonim J. K. Rowling autorki serii o Harrym Potterze, która wcześniej sprzedała ponad 400 milionów egzemplarzy powieści o młodym czarodzieju. Niestety ani talent autorki ani marketing nie pomogły przebić się książce na rynku wydawniczym i powtórzyć wcześniejszego spektakularnego sukcesu. Dopiero popularność pisarki poprawiła sprzedaż. Przypuszczalnie wyniki eksperymentu nie zadowoliły brytyjskiej pisarki.  

Innym światowej sławy powieściopisarzem próbującym pisać pod pseudonimem był Stephen King. Opublikował garść krótkich powieści jako Richard Bachman. Chciał sprawdzić, czy może powtórzyć swój sukces. Niestety eksperyment potwierdził jego obawy. Zdobyta popularność nie jest wyłącznie wynikiem jego talentu.

Przyjmuje się, że za sukces odpowiadają tylko wewnętrzne atrybuty jednostki. Jak pokazały przykłady ze świata literatury niezbyt słusznie. Przejedzmy teraz na pole biznesu, aby zaobserwować inną ciekawostkę.

W 1992 roku w wywiadzie telewizyjnym CNN Jeb Bush na pytanie jak w interesach pomaga mu rodzinne pochodzenie odpowiedział: “Myślę, że zasadniczo raczej przeszkadza.” Takie stwierdzenie może szokować zważywszy, że wypowiedział je syn prezydenta USA, brat prezydenta USA i wnuk amerykańskiego senatora i bogatego bankiera z Wall Street. Gdy Jeb ubiegał się o urząd gubernatora Florydy był dumny ze swojej sytuacji finansowej oraz święcie przekonany, że zawdzięcza ją swojemu charakterowi i etyce pracy. Złudzeniu młodego Busha na temat tego, że wszystko, co osiągną zawdzięcza wyłącznie sobie, uległ nie tylko on sam, ale również wyborcy, ponieważ niewielu wyrażało zdziwienie słowami Jeba. To najlepiej pokazuje jak silnie kojarzymy sukces wyłącznie z ciężką pracą, pomijając inne ważne czynniki, jak choćby pochodzenie.

Dobrym przykładem usilnej wiary w kapitalistyczny mit “od pucybuta do milionera”, na przekór wszelkim faktom był tytuł wywiadu z Sebastianem Kulczykiem przeprowadzonym przez Nino Dżikiję dla serwisu Money.pl: “Sebastian Kulczyk zaczynał od roznoszenia ulotek. Dziś zarządza majątkiem wartym 4,5 mld”. Po fali krytyki tytuł zmieniono na mniej kontrowersyjny: “Sebastian Kulczyk. Ma majątek wart 4,5 mld zł”. Jednak w opisie można przeczytać następujące stwierdzenie: “Kiedy zaczynał pomagać w rodzinnej firmie, po prostu roznosił ulotki. Dzisiaj jego majątek jest warty ok. 4,5 mld zł.”. Trzeba zaznaczyć, że w samym wywiadzie ze strony Pana Kulczyka nie padają żadne kontrowersyjne słowa. Na pytanie prowadzącej opowiedział o dziecięcym epizodzie roznoszenia ulotek. Co jest o tyle ciekawe, że jest synem miliardera. Jednak sugerowanie za pomocą tytułu i opisu, jakoby ulotki miały jakikolwiek związek z odziedziczoną fortuną jest złudną racjonalizacją. Tworzenie podobnych chwytnych nagłówków, chętnie klikanych przez Internautów, tylko ukazuje jak silnie społeczeństwo pragnie potwierdzenia etosu ciężkiej pracy przezwyciężającej życiowe przeciwności.

Efekt św. Mateusza pokazuje, jak głęboko mylące są zdroworozsądkowe wyjaśnienia sukcesu. To prawda, że bardzo rzadko zdarza się, aby wybitnie utalentowane osoby kończyły na dnie lub jednostki niekompetentne osiągnęły sukces. Pomijając jednak ekstremalne sytuacje przeciętna jednostka dzięki szczęściu i skumulowanej przewadze może w życiu radzić sobie bardzo dobrze lub zadziwiająco słabo, ewentualnie gdzieś pomiędzy.

Wyniesiona głównie z książek biznesowych wiara, że ludzie odnoszący sukcesy muszą być bardziej utalentowani lub pracować ciężej od innych jest złudna.

Oczywiście nie oznacza to, że ciężka praca i sumienne wykonywanie obowiązków nie są potrzebne do sukcesu. Mądry wysiłek nie prowadzi jednak jednoznacznie do pomyślnego zakończenia. Osoby inteligentne i uzdolnione niekoniecznie stają się bogate. Z drugiej strony nie każda zamożna osoba posiada talent i charakter, czy inne cechy, legitymujące zdobyte bogactwo. Po prostu trzeba pamiętać, że sukces nie zawsze jest odzwierciedleniem zdolności i osobowości jednostki, a talent i ciężka praca nie są równoznaczne z sukcesem.

Jeśli ograniczymy się tylko i wyłącznie do pytania jacy są ludzie sukcesu, to nie dostaniemy odpowiedzi pokrywającej się z rzeczywistością. Dopiero gdy odpowiemy na pytania skąd pochodzą i jacy są, będziemy wstanie ustalić, jakie czynniki złożyły się na ich dokonania.

Najwyższy dąb w lesie osiągną swoje rozmiary nie tylko dlatego, że wyrósł z najsilniejszego nasiona. Jest najwyższy ponieważ inne rośliny nie zasłaniały mu światła, wykiełkował w żyznej ziemi oraz nie został zjedzony przez zwierzęta, kiedy był młodą szczepką. Potężne drzewo nigdy nie zawdzięcza własnej wielkości tylko i wyłącznie swojej sile. Nasiono, z którego wykiełkowało potrzebowało również dużo szczęścia. Nie można o tym zapominać.

Renesans głupoty

Jednym z głównych zadań technologii, a w szczególności Internetu miało być wyrównanie szans edukacyjnych wśród ludzi. Każda jednostka miała posiadać taki sam nieodgraniczony dostęp do cennych informacji, poszerzających jej światopogląd. Możemy jednak dostrzec coś wręcz odwrotnego. Naukowcy z norweskiego Centrum Badań Ekonomicznych Regnara Frischera wykazali, że odwróceniu uległ Efekt Flynna, głoszący iż inteligencja od początku XX wieku wśród obywateli krajów zachodnich rosła co dekadę o 3 punkty w skali IQ. Mniej więcej od 1970 roku poziom inteligencji ludzi ulega systematycznemu zmniejszeniu. Co gorsza tempo degradacji poziomu IQ w społeczeństwie jest wyższe niż wcześniej zakładany wzrost. Jak pokazały badania u ludzi urodzonych po 1975 roku efekt Flynna przestał działać, a IQ zaczęło się obniżać nawet o 7 punktów na pokolenie.

Z tego względu widoczna jest niepokojąca polaryzacja społeczeństwa na dwie grupy – wąskie elity intelektualne odpowiedzialne za generowanie postępu i przeciętną intelektualnie masę społeczną tworzącą rynek konsumencki. Jedną z głównych przyczyn takiego stanu rzeczy jest zasada św. Mateusza:

Jedną z najważniejszych zasad w naukach społecznych, do których należą także pedagogika i nauki o mediach, jest zasada św. Mateusza. Bazuje ona na konkluzji przypowieści o talentach: Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane tak, że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. W odniesieniu do Internetu oznacza to, że użytkownicy intelektualnie bogaci, czyli mądrzejsi, lepiej wykorzystują to medium – wybierają wartościowsze informacje i budują z nich potężniejszy gmach wiedzy. Są lepszymi architektami własnej wiedzy, a Internet jest dla nich narzędziem intelektualnego rozwoju. Natomiast osoby intelektualnie uboższe często ograniczają się do bezrefleksyjnej operacji „kopiuj-wklej” i dla nich globalna sieć jest narzędziem intelektualnej degradacji. Nie jest zatem zasadne pytanie, czy Internet jest dobry czy zły – dobre bądź złe może być tylko nasze korzystanie z tego medium. Ogólnie można stwierdzić, że wpływ narzędzi technologii informacyjno-komunikacyjnych na człowieka zależy głównie od racjonalności ich wykorzystywania. To bardzo ważne i pocieszające stwierdzenie – wszystko jest w naszych rękach, a ściślej – w głowach.
Janusz Morbitzer

Internet to medium wywołujące skrajne uczucia. Tradycjonaliści płaczą za przeszłością i wspominają czasy, kiedy ludzie nie poświęcali kilku godzin dziennie na patrzenie w ekran smartfona. Z kolei zwolennicy nowych technologii podobne myśli utożsamiają z zacofaniem i uważają, że łatwość komunikacji międzyludzkiej w dobie Internetu pozwoli zbudować lepszą przyszłość. Myśląc o globalnej cyfryzacji można popaść w moralistyczny ton i stać się fanatycznym zwolennikiem Facebooka albo wieszczyć rychły upadek ludzkości.

Uważam podobne rozważania za jałowe. Korzystanie z Internetu, jak i innych technologii w ogóle nie jest kwestią moralną lecz pragmatyczną decyzją, która powinna uwzględniać plusy i minusy użytkowania. Tylko od jednostki zależy czy cyfrowe narzędzia staną się intelektualną dźwignią wspomagającą rozwój umysłowy, czy też ich użytkowanie doprowadzi do stopniowej degradacji życia intelektualnego.

Każda technologia jest zarazem ciężarem i błogosławieństwem. Wydaje się jednak, że na razie społeczeństwo ma do przebycia długą drogę zanim zacznie czerpać z procesu cyfryzacji maksimum korzyści przy minimalnych stratach. W wychowaniu jak i w systemie edukacji dostrzegam niedorzeczny pogląd twierdzący jakoby znajomość prostych produktów tworzonych z myślą o zwykłym konsumencie pomagała w odniesieniu sukcesu w gospodarce opartej na zaawansowanych technologiach. Znajomość obsługi przeglądarki, Facebooka i Youtuba przygotowuje do realiów rynkowych w takim samym stopniu jak zabawa samochodzikami przygotowuje do zawodu mechanika samochodowego.

Rodzice i system kształcenia niejednokrotnie wyrządzają dzieciom krzywdę, ucząc je obsługi prostych produktów technologicznych, a następnie pozostawiając samym sobie. Możemy narzekać na poziom użytkowników Youtuba, ale najpierw trzeba zadać pytanie kto 13-latkom pozwolił na nieograniczone korzystanie z tego kanału społecznościowego. Jeśli pozwalamy nieletnim na samostanowienie, to dziwmy się, że patostreamy zyskują popularność.

Ucząc dzieci od najmłodszych lat obsługi tabletu i sprawnego korzystania z przeglądarki nie sprawimy, że staną się konkurencyjne na rynku pracy. Raczej stworzymy im idealną przestrzeń na marnowanie czasu, pielęgnowanie nałogów oraz nabawienie się problemów z koncentracją, rzutującymi na osiągnięcia w nauce.

Uzależnienie od technologii i problemy z ciągłym rozproszeniem bardzo utrudniają lub wręcz uniemożliwiają uczenie się nowych skomplikowanych rzeczy, a to właśnie ta umiejętność zapewnia sukces w nowoczesnej gospodarce. Inteligentne narzędzia, jak programy statystyczne, programistyczne, czy naukowe są trudne do opanowania. Chcąc posiąść umiejętność posługiwania się nimi, trzeba rozwinąć umiejętność uczenia się skomplikowanych rzeczy. Niewłaściwe nawyki korzystania z technologii, często wyniesione z okresu młodości, sprawiają że nie jesteśmy w stanie nauczyć się trudnych w obsłudze specjalistycznych narzędzi, co przekłada się na mniejsze szanse na sukces. Cała ta negatywna spirala zdarzeń często zaczyna się we wczesnym etapie rozwoju człowieka, kiedy dzieci zaczynają poruszać palcem po ekranie.

Od narodzin człowieka efekt kumulowanych korzyści wyznacza kierunek i dynamikę intelektualnego rozwoju. Pierwszy kontakt z technologią jest jednym z głównych punktów zwrotnych w życiu człowieka. Dzieci jako jednostki nieukształtowane potrzebują opieki rodziców i systemu edukacji (z naciskiem na tych pierwszych, bo nie jestem przekonany, czy oświata jest w stanie pomóc) w celu wykształcenia konstruktywnych nawyków korzystania ze zdobyczy cyfryzacji w taki sposób, aby technologia wspierała je na kolejnych etapach dojrzewania i ostatecznie w dorosłym życiu.

Skoro już wiemy, że dzieciom trzeba pomóc, to co w takim razie możemy zrobić my, aby technologia wspierała nasz rozwój? Najważniejsze jest uświadomienie sobie wpływu technologii na nasze życie. Kolejny krok to zadanie sobie kilku ważnych pytań:

Szczera odpowiedź na powyższe pytania pomoże Ci świadomie ukształtować na nowo własną relację z technologią. Robiąc to rozsądnie sprawisz, że technologia stanie się dla Ciebie intelektualną dźwignią, a efekt św. Mateusza zacznie Cię wspierać. Po paru miesiącach zdyscyplinowanego korzystania ze zdobyczy cyfryzacji zaczniesz zauważać pozytywne zmiany. Będziesz bardziej skoncentrowany, zyskasz więcej czasu, a Twoje życie stanie się spokojniejsze. To z kolei pomoże Ci w rozwoju kariery zawodowej oraz lepszym zagospodarowaniu wolnego czasu. W ostatecznym rozrachunku te wszystkie małe sukcesy zwiększą prawdopodobieństwo następnych zwycięstw.

Sukces rodzi sukces, a porażka kolejne niepowodzenia

Chcąc wykorzystać efekt św. Mateusza na własną korzyść należy zrozumieć najważniejszy wniosek płynący z obserwacji skutków działania efektu skumulowanej przewagi: Porażka zwiększa szansę na kolejne niepowodzenia, natomiast kto raz wygrał ma większą szansę na ponowne odniesienie sukcesu. Najprościej zrozumieć przytoczoną myśl na przykładzie ze świata zwierząt, a dokładniej z życia homarów:

W następstwie przegranej bitwy [o terytorium], bez względu na to, jak agresywnie walczył dany homar, pokonany staje się niechętny do dalszych walk, nawet przeciwko innym, wcześniej zwyciężonym przeciwnikom. Poskromiony wojownik traci pewność siebie, często na długi czas. Nierzadko porażka może mieć jeszcze poważniejsze konsekwencje. Jeżeli dominujący homar zostaje dotkliwie pobity, jego mózg dosłownie się rozpuszcza. Następnie rośnie mu nowy, zastępczy mózg – bardziej adekwatny do jego nowej, niższej pozycji. Bez kompletnego rozpadu i odrośnięcia jego oryginalny mózg nie jest po prostu zdolny przetworzyć tak drastycznej zmiany statusu z okolicznego króla w okoliczne popychadło. Każdy, kto doświadczył bolesnej rekonstrukcji życia po nieudanym romansie czy karierze, może domyśleć się, co musi przechodzić taki skorupiak, dawniej cieszący się powodzeniem.

Procesy chemiczne w mózgu przegranego homara różnią się zasadniczo od procesów chemicznych w mózgu homara zwycięskiego. Ma to swoje odzwierciedlenie w postawach obu osobników. To, czy dany homar jest pewny siebie czy przestraszony, zależy od stosunku dwóch substancji chemicznych, które regulują komunikację miedzy jego neuronami: serotoniny i oktopaminy. Wygrywanie powoduje wzrost stosunku tej pierwszej do tej drugiej. […]

Wysoki poziom serotoniny i niski oktopaminy cechuje wygranego. Odwrotna konfiguracja neurochemiczna, wysoki poziom oktopaminy przy niskim serotoniny, przekłada się na przybitego, oklapniętego, wystraszonego, wypalonego homara, unikającego kontaktu i ulatniającego się przy pierwszych oznakach kłopotów. Serotonina i oktopamina regulują także odruch wymachu ogonem, który służy homarom do gwałtownej ucieczki wstecz. U pokonanych osobników do wywołania tego odruchu potrzebny jest mniejszy stopień prowokacji. […]

Nie potrzeba dużo czasu, aby homary, testujące się nawzajem, nauczyły się komu można dokopać, a kogo należy omijać z daleka – a kiedy już się nauczą, powstała w ten sposób hierarchia jest nadzwyczaj trwała. Wystarczy, że zwycięzca machnie czułkami w groźny sposób, a napotkane, pokonane wcześniej homary będą znikać i pozostawią po sobie jedynie chmurę piasku. Słabsze osobniki dają sobie spokój z pojedynkami i akceptują niski status w zamian za możliwość zachowania wszystkich kończyn. Natomiast homar dominujący – po tym, jak naje się do syta i odpocznie w najlepszej jamie w okolicy- paraduje po swoim terenie i nocą przegania podległe homary z ich kryjówek, tylko po to, aby przypadkiem nie zapomniały, kto ku rządzi.
Jordan B. Peterson, 12 życiowych zasad. Antidotum na chaos

Wyobraź sobie osobę, która postanowiła pozbyć się nadwagi. Nakreśliła jasny cel zakładający utratę 2 kilogramów miesięcznie. Uznała, że konieczna jest zmiana diety i wprowadzenie ćwiczeń fizycznych w postaci postanowienia zakładającego przebiegnięcie minimum 5 kilometrów w każdy wtorek i czwartek.

Jednak po miesiącu starań nie udało się zrzucić zakładanej wagi, a postanowienie odnośnie biegania okazało się za trudne. Nasz bohater postanawia zmniejszyć oczekiwania i rewiduje wcześniej ustalone cele. Od teraz zakłada spadek wagi o 1 kilogram miesięcznie i przebiegnięcie w każdy wtorek i czwartek minimum 2 kilometrów.

Po kolejnym miesiącu okazało się, że cele nadal są zbyt wygórowane. Zmiana diety i ćwiczenia nie idą tak jak powinny. Kolejny raz należało zweryfikować plany. Ostatecznie stanęło na bardzo powolnym zrzucaniu kilogramów na poziomie 0,5 kg miesięcznie. Ćwiczenia ograniczono do poniedziałkowego biegu na dystansie 500 metrów.

Po kolejnym miesiącu zmagań masa ciała nie zmieniła się, a bieganie raz w tygodniu było zbyt problematycznym postanowieniem. Stare nawyki zwyciężyły i niedoszły praktykant zdrowego stylu życia poniósł sromotną porażkę. Stracił wiarę we własne siły i na długie lata zarzucił pomysł doprowadzenia własnego ciała do odpowiedniej formy.

Podobny schemat porażki prowadzący do wyuczonej bezradności możemy zaobserwować w każdym zajęciu, w którym jesteśmy narażeni na niepowodzenia. Nieudane próby osiągania wyznaczonych celów i porażki w trzymaniu się ustalonych postanowień, zmuszają nas do ustalenia łatwiejszych wyzwań. Jeśli jednak nie udaje się nam podołać coraz prostszym planom w końcu wiara we własne siły i poczucie skuteczności spada tak mocno, że uznajemy się za osobę niezdolną do zmiany osobistej lub odniesienia sukcesu w danej dziedzinie. Podobnie jak pokonany homar godzimy się z własnym losem i akceptujemy wewnętrzne niezadowolenie tylko po to, aby więcej nie odczuwać przykrego uczucia porażki. 

Odniesienie sukcesu wymaga za wszelką cenę przerwania spirali porażki i przekształcenia procesu na pozytywny, w taki sposób aby efekt kumulatywnych korzyści wspierał nas w rozwoju. Aby tego dokonać trzeba zacząć odnosić regularnie małe sukcesy.

Pamiętaj, że sukces to nie wydarzenie, które się nam po prostu przydarza, ale proces rozłożony w czasie. Powolny rozwój w określonym kierunku przyniesie więcej efektów niż okazjonalne motywacyjne zrywy.

Na początku nie rzucaj się z motyką na słońce. Zacznij od bardzo prostych postanowień. Kiedy Twoja sytuacja życiowa jest zła, to najważniejsze jest nauczenie się przezwyciężenia oporu przed zaczynaniem. Cokolwiek byś nie chciał zmienić niech przyświeca Ci jeden główny cel: Niech na koniec dnia, twoja sytuacja życiowa będzie trochę lepsza niż w momencie kiedy wstałeś z łóżka. Wystrzegając się destruktywnych nawyków i codziennie podejmując drobne decyzje i działania, sprawiające że Twoje życie będzie tylko o 1% lepsze, efekt skumulowanych korzyści zacznie działać na twoją korzyść. Konsekwentnie przez cały rok wprowadzając drobne zmiany do swojego życia, odczujesz potęgę procentu składanego i zobaczysz jak Twoje życie się odmieniło.

Wykres powstał na podstawie grafiki znajdującej się na stronie jamesclear.com

Świat będzie przeciwstawiał się Twoim wysiłkom i niweczył wcześniej wypracowane postępy, jednak musisz być wytrwały i walczyć z destruktywnymi przyzwyczajeniami. Będąc w życiu niezdyscyplinowanym niczego nie osiągniesz. Dlatego czując niemoc szukaj małych zwycięstw, bądź wytrwały i konsekwentnie podążaj w wyznaczonym kierunku, aż do momentu kiedy zauważysz zadowalającą zmianę. Wtedy będziesz wiedział, że znajdujesz się na drodze prowadzącej ku górze. Wystrzegaj się jednak szukania zadowolenia w ulotnej satysfakcji płynącej z dotarcia na szczyt. Szczęścia upatruj raczej w samej wędrówce, ponieważ nieustanny rozwój jest prawdopodobnie najwyższą formą zwyciężania.

Na końcu warto wspomnieć jeszcze o jednym wniosku płynącym ze zrozumienia efektu skumulowanych korzyści. Jeśli chcesz wygrać nie musisz mieć zdecydowanej przewagi nad konkurencją. Wystarczy, że przez dłuższy czas będziesz codziennie odrobinę lepszy od innych.

Jak wykazaliśmy w artykule niewielkie różnice w wydajności z czasem mogą prowadzić do bardzo nierównomiernego rozkładu nagród. Jest to bardzo ważna obserwacja tłumacząca, dlaczego odpowiednie nawyki wspierające pracę są tak istotne. Ludzie i organizacje działający we właściwy i konsekwentny sposób utrzymują małą przewagę nad konkurencją i z czasem zgarniają nieproporcjonalnie dużo nagród w stosunku do reszty. Ponieważ życie opiera się na rywalizacji wypal w pamięci to spostrzeżenie.


Rysunek wykonał Łukasz Ruba


Artykuł napisany na podstawie:

[1] Global Wealth Reports 2018

[2] GoodDollar

[3] Ewangelia wg św. Mateusza [Mt 25, 14-30]

[4] Stanisław Biel SJ, Krzysztof Biel – Twardy Bóg?

[5] Jacek Stryczek – Przypowieść o talentach

[6] James Clear – The 1 Percent Rule: Why a Few People Get Most of the Rewards

[7] Price’s Law and Who’s Doing the Work

[8] wikipedia.org – Tabela wszech czasów mistrzostw świata w piłce nożnej

[9] wikipedia.org – Mistrzostwa Polski w piłce nożnej mężczyzn

[10] wikipedia.org – List of most popular websites

[11] comscore.com – Comscore Releases October 2015 U.S. Desktop Search Engine Rankings

[12] NAUKA W POLSCE – W Amazonii rośnie 16 tys. gatunków drzew

[13] wikipedia.org – Matthew effect

[14] Malcolm Gladwell – Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu

[15] US National Library of Medicine National Institutes of Health – The Matthew effect in empirical data

[16] physicsoflife.pl – Zapadka Św. Mateusza

[17] Nassim Nicholas Taleb – Czarny łabędź

[18] Natalia Hatalska – Efekt św. Mateusza

[19] Duncan J. Watts – Six Degrees: The Science of a Connected Age

[20] wikipedia.org – The Cuckoo’s Calling

[21] www.money.pl – Sebastian Kulczyk. Ma majątek wart 4,5 mld zł

[22] Wyborcza.pl – Dlaczego jesteśmy coraz bardziej inteligentni?

[23] Janusz Morbitzer – Internet w edukacji – między mądrością a głupotą

[24] Newport Cal – Praca głęboka. Jak odnieść sukces w świecie, w którym ciągle coś nas rozprasza

[25] Peterson Jordan B. – 12 życiowych zasad. Antidotum na chaos

[26] James Clear – This Coach Improved Every Tiny Thing by 1 Percent and Here’s What Happened